Kiedy miłość staje się chorobą

Anna  Gardyniak

Anna Gardyniak

17.05.2019 r.
Kiedy miłość staje się chorobą

Miłość wydaje się cudownym uczuciem: dodaje sił i sprawia, że całymi dniami bujamy w obłokach. Czasami jednak można kochać za bardzo, co prowadzi do zaniedbywania siebie, swoich spraw, bliskich. Niektórzy odrzuceni mogą być nawet agresywni. Można uzależnić się od miłości?

   Starożytni Grecy nazywali miłość „szaleństwem zesłanym przez bogów”. Amerykańska antropolożka, specjalistka od relacji – dr Helen Fisher, twierdzi z kolei, że uczucie to, podobnie jak przywiązanie do partnera, to dwa potężne uzależnienia, które mają swoje ewolucyjne uzasadnienie. Wszystko: od romantycznych uniesień po rozpacz po odejściu ukochanej osoby i próby jej odzyskania zwiększa szanse na posiadanie potomstwa oraz przetrwanie człowieka jako gatunku. Według Fisher miłość romantyczna, kiedy jest odwzajemniona, to uzależnienie pozytywne. Natomiast gdy zostaje niewłaściwie ulokowana, nieodwzajemniona lub odrzucona staje się uzależnieniem negatywnym.

Uzależnienie, zarówno pozytywne, jak i negatywne, zaczyna ludziom, którzy „kochają za bardzo, uniemożliwiać normalne funkcjonowanie. Zapominają o swoich potrzebach lub dokonują wyborów, które im szkodzą. Dlatego uzależnienie od miłości należy do tej samej kategorii problemów, co hazard czy nadużywanie gier komputerowych: do uzależnień behawioralnych - przekonują na łamach „European Journal of Psychiatry” amerykańscy psychiatrzy dr M. Sanches z University of North Dakota School of Medicine i dr. V.P. John z University of Texas Health Science Center at Houston. I choć uzależnienie od miłości nie znalazło się jeszcze w oficjalnych wykazach zaburzeń psychicznych, są naukowcy, według których zgromadzone do tej pory dane sugerują, że powinno tam zostać umieszczone.

Patologiczna miłość: co to jest?

Badacze ci charakteryzują patologiczną miłość (bo tak też bywa nazywane uzależnienie od miłości) jako wszechogarniające, niekontrolowane uczucie, nie uwzględniające często woli lub zainteresowań potencjalnego partnera. W tym spektrum mieści się zarówno uzależnienie emocjonalne od drugiego człowieka, jak i niekontrolowana rozpacz i agresja związane z odrzuceniem (rysowanie samochodów byłych partnerów, bombardowanie wiadomościami, co może przekształcić się w niebezpieczny stalking – prześladowanie byłego partnera/partnerki lub osoby, na której punkcie stalker ma obsesję).

Jak odróżnić patologiczną miłość od „zwykłego” zakochania? Wydaje się, że jednym z kryteriów jest intensywność uczuć. Niektórzy badacze zwracają jednak uwagę, że psychiczne cierpienie oraz zaburzenia codziennego funkcjonowania, jakiego doświadczają osoby uzależnione od miłości, są inne od „normalnego” stanu zakochania. Chodzi tu przede wszystkim o brak kontroli nad swoimi zachowaniami, który prowadzi do porzucania pracy czy działań niezgodnych z prawem. Co więcej, wiele wskazuje, że patologicznej miłości towarzyszą często inne uzależnienia: od substancji psychoaktywnych, np. alkoholu seksu czy hazardu.

Według ustaleń Sanchesa i Johna, w Stanach Zjednoczonych zaburzenie to dotyka około 3 proc. osób, ale w niektórych grupach jest znacznie bardziej rozpowszechnione – np. wśród studentów może sięgać nawet 25 proc.! (Być może chodzi tu o młody wiek i kształtującą się wciąż osobowość. Nie chodzi zatem o to, że studenci są szczególną grupą, która ma predyspozycje do uzależnienia od miłości, a fakt, że najłatwiej jest wśród nich, a nie na przykład w grupie młodych robotników portowych, przeprowadzać badania).

Choć patologiczna miłość spełnia kryteria uzależnienia behawioralnego (od określonych czynności), w świecie nauki trwa spór o to, do jakiej klasy zaburzeń można ją przypisać. W swojej pracy Sanches i John na podstawie przeglądu literatury przedstawili kilka koncepcji, czym może być uzależnienie od miłości:

Uzależnieniem behawioralnym. Patologiczna miłość ma wiele cech wspólnych z klasycznym uzależnieniem od substancji (np. kokainy) czy zachowań (seksu). Osoba zaburzona coraz więcej czasu poświęca na aktywności związane pośrednio lub bezpośrednio z ukochanym/ukochaną, bezskutecznie próbuje się zakończyć relację lub trzymać się z dala od obiektu uczuć. Identycznie jest z narkotykiem: na początku jest przyjemnie, z czasem jednak nie da się bez niego funkcjonować. Perspektywa utraty partnera (narkotyku) objawia się rozpaczą, lękiem, depresją, a nawet fizycznym bólem. Ci pacjenci często chcą „na siłę” wrócić do swojego partnera lub szybko znaleźć następnego odtwarzając dysfunkcyjną więź. Badania przy pomocy funkcjonalnego rezonansu magnetycznego dowodzą, że w mózgach osób odrzuconych przez ukochanych, szczególnie aktywne jest tzw. jądro półleżące, co przypomina stan głodu kokainowego.

To zaburzenie kontroli impulsów. W tym modelu nacisk został położony na impulsywność, która u osób uzależnionych od miłości, jest znacznie większa niż w przypadku grup kontrolnych. Badania wykazały również, że wśród tych, którzy nie są w stanie funkcjonować bez miłości, jest szczególnie wielu „poszukiwaczy nowości” skupionych na dostarczaniu sobie coraz to nowych wrażeń. Poszukiwanie nowości jest również silnie powiązanie ze zaburzeniami kontroli odruchów, w tym patologicznym hazardem i kompulsywnym zakupoholizmem.

Problemem mieszczącym się w szerokim spektrum zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych. Czasami trudnym do pohamowania impulsom związanym z przymusem zaangażowania w relację towarzyszą natrętne myśli na temat partnera, i to także wtedy, kiedy nie wyraża on żadnego zainteresowania. Może to doprowadzić do sytuacji, w której zakochana osoba może zagrozić fizycznie obiektowi swoich uczuć. Potrzeba stworzenia i przetrwania związku jest dominującym pragnieniem zakochanej strony.

Uzależnienie od miłości może być również problemem z kręgu zaburzeń nastroju. W jednym z badań młodzi ludzie we wstępnym stadium zakochania wykazywali cechy hipomanii, będącej jedną z faz choroby dwubiegunowej. Wiele wskazuje, że takie doświadczenie może być elementem składowym procesu dorastania. Możliwe też, że nie wszyscy z tego „wyrastają”.

Zaburzeniem relacji przywiązania w połączeniu z ogromną impulsywnością. Osoby uzależnione od miłości cierpią z powodu deficytu przywiązania: boją się, że stracą partnera, a w dzieciństwie bliscy nie poświęcali im wystarczająco dużo uwagi. Intensywnie szukają pociechy, mocno angażując się w relacje (próba rekompensaty za dzieciństwo). Może to skutkować zależnością od partnera i obsesją na jego punkcie.

Jak (wy)leczyć patologiczną miłość?

Wśród metod polecanych przez Sanchesa i Johna znalazła się zarówno farmakoterapia (leki apteczne, leczące poszczególne stany, np. depresję czy zachowania kompulsywne, przepisywane jedynie przez lekarza), jak również podawanie naturalnych hormonów miłości – oksytocyny i wazopresyny. Ważnym elementem uzupełniającym uzależnienie od miłości może być właściwie poprowadzona psychoterapia.

W Stanach Zjednoczonych funkcjonują liczne kobiece grupy wsparcia, których pomoc oparta jest 12 krokach stosowanych przez Anonimowych Alkoholików. Czasami pomaga również psychoterapia prowadzona w nurcie poznawczo-behawioralnym, psychodynamicznym albo terapia grupowa.

Nie jest łatwo pokonać uzależnienia od miłości, zwłaszcza wtedy, kiedy jeden z partnerów postanawia opuścić drugiego. Mając tego świadomość warto zadbać o pomoc dla siebie.

Fazy po odrzuceniu miłości

Zawód miłosny bywa jednym z powodów targnięcia się na swoje życie. Wiedząc o tym, warto zadbać o wsparcie z zewnątrz, kiedy do niego dojdzie i być czujnym wobec swoich bliskich i przyjaciół, którzy takiego zawodu doznali.

Kiedy zostajemy odrzuceni, pojawia się najpierw sprzeciw. Dr Fisher twierdzi, że w tym momencie następuje pobudzenie układu dopaminowego, w związku z czym uczucie miłości jedynie się nasila. Stres może wywołać frustrację i agresję. Na tym etapie opuszczona osoba rozpaczliwie próbuje powrócić do partnera (wtedy też najczęściej dochodzi do tzw. zbrodni namiętności - ataku na osobę, która odrzuciła miłość). Kolejny etap to reakcja odstawienia, czyli m.in. ból fizyczny, jak i psychiczny. Jeśli w tym momencie uda się przeprowadzić interwencję psychologiczną, jest szansa, że osoba wejdzie w kolejny etap: rezygnacji i rozpaczy. Już wiadomo, że związek się zakończył. Pojawi się rozpacz, która przybiera często postać depresji.

Z badań dr. Fisher wynika, że objawy klinicznej depresji wykazuje około 40 proc. osób odrzuconych. W tym momencie także może wkroczyć z pomocą lekarz czy psychoterapeuta. Ostatnia faza to pogodzenie się z rzeczywistością, dostrzeżenie szans dla siebie i wyciągnięcie wniosków.

Miłość jest piękna, ale kiedy przybiera formy patologiczne - niszczy i rani, zarówno kochanego, jak i kochającego. Nie dopuszczajmy do takiej sytuacji. Szczęśliwych Walentynek!

Anna Piotrowska, zdrowie.pap.pl

Tematyka

Znajdź nas na Facebook'u

Opinie naszych czytelników

wiper-pixel